Moja dupa
Serwis o Twojej dziewczynie
Serwis o Twojej dziewczynie
sie 2nd
- Wibrator nie poliże cię po szyi! – kolejna z zasłyszanych na imprezie złotych myśli.
Tak jedna z koleżanek starała się wytłumaczyć K. dlaczego mimo, iż jak twierdzi kocha swojego faceta, to zdradza go podczas gdy ten wyjechał na kilka miesięcy do pracy.
Cóż, widać kobieca psychika również na pokusy jest podatna i co do tego to K. nigdy szczególnych wątpliwości nigdy nie miał.
Skąd, więc ta powszechna opinia, że faceci to skurwiele? Niewiadomo. Może są skurwielami właśnie, dlatego, żeby nie paść ofiarą analogicznych zachowań ze strony płci przeciwnej…
Takie tłumaczenie K. podobało się najbardziej, bo przyjmując tę wersję czuł się poniekąd usprawiedliwiony odnośnie wszelkich niegodziwości, których sam się dopuścił.
Prawda jest taka, że natura, naturą i z pewnymi predyspozycjami człowiek się rodzi, ale tak serio, to gro spośród zachowań to wyuczone reakcje obronne.
Przecież nikt z gruntu nie rodzi się na przykład nieufny.
Patrząc przez ten pryzmat na zagadnienie relacji damsko-męskich można dojść do wniosku, że ci, uważani za największych krzywdzicieli sami przecież kiedyś musieli się na kimś porządnie przejechać. Wolą po prostu nie angażować emocji wchodząc w niektóre układy, by się znów nie sparzyć. To proste i logiczne.
Oczywiście tego typu podejście zdrowe nie jest, bo to nic innego jak tworzenie substytutów dla zaspokojenia potrzeby bliskości.
K. już kilkakrotnie przekonał się, że ryzykować po prostu nie warto. Życie nauczyło go, że najbezpieczniej postępować z kobietą według schematu – mogę dać ci wszystko z wyjątkiem rzeczy, których nie chcę ci dać. Takie stawianie sprawy może zaoszczędzić wielu rozczarowań.
Dość już miał patrzenia na kolejnych kumpli, którzy przez długie tygodnie lizali rany po rozstaniu z dziewczynami.
Topienie smutków, żale – tak zwany intymny, męski, niegejowski moment – i zawsze to samo pytanie:
– Czemu dałem się omotać?
Po kolei wszystkich wyciągał z tego typu depresji.
Ciągłe pretensje, że faceci są tacy a nie inni, ale tak na dobrą sprawę, to jacy niby mają być?
Niestety skurwielem być trzeba, bo to jedyne rozwiązanie by nie dać się zmanipulować.
Nie wiadomo, co jest gorsze: przespać się z kimś i zostawić, czy omotać i manipulować?
K. wiedział jedno – jego omotać się nie da…
kwi 16th
Karolinko! Przede wszystkim nie maluj się tak, bo to wcale urody nie dodaje. Widzę że masz problemy z wiarą w siebie. Nie jesteś wcale gruba, a jeżeli chciałabyś być chudsza ćwicz regularnie i mniej jedz. Musisz zagadywać do chłopców, być miła i nie wierzę, że tylko dlatego nie chca z tobą rozmawiać, ponieważ znam o wiele brzydsze dziewczyny, które mają mężów i wielu kolegów. Jeżeli to Ci nie pomoże napisz jeszcze raz i opisz dokładniej swój problem. Pozdrawiam
mar 7th
Leżę z rozwartymi udami.Naga,bezbronna.Nierówny oddech,który muszę wyrównać.Ból w podbrzuszu,nasilający się z każdą sekundą,staram się go poskromić.
W głowie setki myśli,przeskakujące,jak klatka po klatce w przeglądanym cichaczem na starym video pornosie.
Rodzę miłość.Jednak tak długo oczekiwane “dziecko”nie chce szybko wyjść.Nie chce ujrzeć świata,pooddychać powietrzem tak pragnącej go “matki.”
“Poród” jest wyjątkowo trudny,skomplikowany.”Prę” ale to na nic.Wypycham z siebie to,co się we mnie zagnieździło zaledwie w kilka dni po “zapłodnieniu”,zastanawiając się przy tym, czy dobrze robię.W końcu ojciec nie do końca sprawdzony i tyle razy stosowałam emocjonalną aborcję…
BÓL.
Nieudany związek,który miał być udany,choć po latach wzajemnego dobijania resztki tego,co pomiędzy nami zostało-marzyłam o wolności.I wreszcie dostałam.Cena wolności była jednak wysoka.Depresja.Alkohol.Seks.Emocjonalne wyjałowienie.
Przeskakują mi przed oczami twarze kopulujących ze mną mężczyzn.Ich sterczące penisy,dłonie ściskające moje piersi.Czasem zatrzymuję kadr.
-Weź mnie od tyłu-proszę jednego z nich.
On charczy podniecony,zaraz spuści się na moje pośladki.
-Kocham Cię Ty skurwielu,Ty cholerny egoisto,który po 10 latach mnie tak zdeptałeś-powtarzam w myślach ,upadlając swoje cialo z innym mężczyzną,by zapomnieć o Byłym.
Na prawie każdym z nich wykonywałam wyrok.Usunęłam niechcianą,potencjalną “ciążę”-oddanie IM swoich uczuć,w myśl zasady “możesz na chwilę zawładnąć moim ciałem ale nigdy moim umysłem”.
NIKT NIKOGO NIE KOCHA.
Obserwując moich znajomych niewiara w MIŁÓŚĆ narasta.Zdrady,upodlenie,awantury,umysłowe i emocjolnalne kajdany i znów zdrady.
Sissy ma 30 lat.Każde nasze spotkanie przeraża mnie coraz bardziej.Dziewczyna mojego byłego chłopaka -jeszcze z lat liceum.Przepiękna blondynka,o niebywałej figurze,nogach,ustach.Polka posługująca sie takim angielskim,który pozwala Jej na pracę w BBC i to na antenie!.
Emigracja na początku nowego stulecia.Mąż-Anglik,by mieć wizę.( Dla tych,którzy już nie pamiętają,kiedyś niełatwo było dostać się do United Kingdom).
Dostała ją ,a wkrótce potem kolejny bonus-cudownego synka.
Niebawem jednak nastały złe czasy dla Sissy.
Depresja poporodowa,alkohol,narkotyki.
Trzy lata temu.Londyn.
Ma na sobie czerwone kozaki,mini,bluzkę z dekoltem.W restauracji nie ma ani jednego mężczyzny,który nie zwróciłby uwagi na tę piękność.
Po kolacji jedziemy do Jej angielskiego domu.
Dom jest brudny.Na kuchennym stole mnóstwo jointów,w salonie dzieci Jej męża z poprzedniego związku,które na Nią krzyczą,kopią.Ja obserwując tę sytuację dostaję szału.
-Może poszlibyście juz spac.
Dzieci reaguja na mnie agresywnie.
Zaczynam rozmowę z Jej ućpanym mężem,który stoi w kącie pokoju i szlocha.
-Co tu się kurwa dzieje!.Weź sie w garść człowieku i poproś swoich synów,żeby łaskawie poszli spać i przestali kopać Twoją kobietę.
On,nie przestając szlochać,próbuje przekonać mnie do racji ,jakiś dwóch absolutnie rozwydrzonych gówniarzy,nad którymi nikt już nie panuje.
Po całym domu szlajają się małe ,głodne koty,na górze zaczyna płakać ,wówczas Ich 2 letni owoc-wizy.
Następnego dnia piszę zeznanie do rodzinnego sądu w UK o przemocy w rodzinie.Oczywiście na Jej prośbę.
Mija rok.Telefon.
-Misiu,ja Jestem na dnie,muszę iść na odwyk,cokolwiek.Jest kompletnie ućpana.
-Przyjeżdzam niedługo.Nie chcę Cie takiej widzieć.
-To przez mojego męża.On mnie nigdy nie kochał,rozumiesz Misiu.On mnie tylko chciał,bo ładna Polka,bo mu dobry obiad zrobię,dziecko urodzę i tyle.A ja kurwa studia w Polsce skończyłam!.
Dwa tygodnie temu.
-Wow,Miśka,chodźcie.
Jestem z moją przyjaciółką Jagodą.Przywiozłyśmy Owocowi-wizy prezenty świątecze.
Biorę Go w ramiona,robię z Niego samolot.Jest już taki duży,a pamiętam jak kładł główkę na moich piersiach zmęczony parkowymi wygłupami.On mnie nie pamięta,nie bardzo pamięta też ojczysty język.
W tym piekielnym domu mówi się poprawną angielszczyzną-pomimo niepoprawnych zwyczajów.
Sissy nie jest już tą samą roześmianą,zwariowaną i tak piękną kobietą,którą poznałam przed laty.Narkotyki,alkohol zamieniły Ją w kogoś zupełnie innego.Nadal jednak jest tak dowcipna,bystra,cudna w ocenie świata.Niestety własnego świata nie potrafi podsumować.
-Mój mąż, z którym od roku jestem w separacji zażądał w swoje urodziny ode mnie seksu.-Zaczęła.-Nie tknęłam go laski, nie było o tym mowy.
-I co zrobiłaś?-pytamy
-Mieszkam w Jego domu,nie mam pracy,bo moja firma zbankrutowała no i…podpisałam dla wizy kontrakt przedmałżeński.Nie mam nic Dziewczyny!Ale kurwa,nie upodliłam się.o NIE!!!
W tym momencie pomyślałam o sobie.Upadlałam się tyle razy.Poczułam Wstyd.
W urodziny męża, by ulżyć Jego pragnieniom,Sissy zamówiła prostytutkę.Pierwsza prostytutka-Marta z Białegostoku,nie miała zębów.
Podczas,gdy mąż Sissy spędzał czas z Martą,Ona popijała whiskey z Panem Alfonsem.
Okazało się ,że oboje pochodzą z Krakowa i studiowali na tej samej uczelni.
Nasze polskie przekleństwo.Niefortunne realizowanie się.
Aż żal ,że Słowacki Mickiewicz,czy Chopin mieli wieksze możliwości i to tyle lat temu.Dzięki Bogu nie musieli dorabiać jako Burdel Taci.
Marta nie zadowoliła męża Sissy.Sissy jednak chciała ,by urodzinowy prezent męża miał sens.Zadzwoniła zatem po następną prostytutkę-Monikę.
Ponownie zapaliła świece,przyniosła butelkę dobrego wina.Gdy wnosiła koce,Monika obciągała mężowi….
Kilka dni później…Do mojej przyjaciółki Jagody,która jest ze mną w Polsce ,upierdliwie dzwoni telefon.To mąż Sissy.
-Zastałem swoją żonę kopulującą z jakims gościem na sofie w salonie.Obudziły mnie ich głośne oddechy.Ona musi opuścić ten dom,to jest zwykła dziwka .
MIŁOŚĆ
-Zakochałam się w Tobie-krzyczę naga,patrząc Mu w oczy.Misia się zakochała.Nie czuję szczękościsku wypowiadając te słowa.Tego cholernego szczęko…..
ścisku……
-.Mogę jeszcze raz?-pytam Go
-Krzycz-odpowiada
-Zakochałam się-wrzeszczę na cały Londyn.ZAKOCHAŁAM SIĘ W TOBIE!
-Ja Cię Kocham Misiu od naszej pierwszej nocy.Wbrew zdrowemu rozsądkowi.
Puściło,wróciło.Do tej pory Kochałam tylko Byłego.
Miłość.Choroba,której przeciwciała hoduję w sobie od czasu rozstania.Przeciwciała ,które już nie działają…
Miłość od pierwszego……
Ale nie byłabym Singielmisią,gdyby nie trudności.Trudności ha….i to jakie!.Ale o tym następnym razem.
20
mar 3rd
Sebastian z niedowierzaniem spojrzał na znalezisko Finniego. W swoim życiu widział już wiele rzeczy, ale to małe, śpiące coś sprawiało, że serce zaczynało mu szybciej bić. Bowiem na schodach posiadłości leżała dziewczyna, drobnej budowy i raczej przeciętnej urody ale za to posiadała dwie cechy, które w oczach demona nadawały jej wygląd bogini : kocie uszy i ogon.
– Nie możemy jej tak zostawić – stwierdził po chwili zastanowienia – to swiadczyłoby o naszym okrucieństwie. Poza tym jestem przekonany, że Ciel-san ucieszy się z kogoś nowego w służbie.
Finny podrapał się po głowie i rozdziawił usta.
– Sebastian-san – zaczął z nutką wahania w głosie – czy ty naprawdę zamierzasz ją tak po prostu wziąść ?
Lokaj westchnął jedynie, zupełnie jakby rozmawiał z kimś, komu brakuje inteligencji po czym delikatnie podniósł dziewczynę. Ta nawet nie drgnęła, była całkowicie nieprzytomna.
– A czemu nie ? – uśmiechnął się leciutko – Może być zabawnie.
***
Mariko poczuła przyjemne ciepło i otworzyła oczy. Pierwszą rzeczą, jaką ujrzała był kominek, większy niż wszystkie, które do tej pory widziała. Następnie dotarło do niej, że leży na dywanie przed tymże kominkiem w dość dziwnym stroju. Dziewczyna podniosła się szybko i rozejrzała po pomieszczeniu. Był to wielki pokój, sądząc po długim stole, zastawionym do kolacji, znajdowała się w jadalni. Na ścianach wisiało sporo obrazów, a źródłem światła był kominek i porozstawiane gdzieniegdzie świece.
Sama Mariko miała na sobie strój francuskiej pokojówki, z jej zdaniem, zdecydowanie zbyt krótką spódniczką i zbyt obcisłą bluzką. Przez głowę przemknęło jej pytanie, kto mógł przebrać ją w to ubranie ale wolała się nad tym zbytnio nie zastanawiać.
Nagle prowadzące do jadalni drzwi otworzyły się i wszedł doń chłopak. Miał na oko dwanaście lat, lecz przy tym jego spojrzenie było niezwykle wyniosłe i czaił się w nim jakiś ból i gorycz. Zupełnie jakby ten malec przeżył więcej niż niejeden dorosły.
Posłał jej zimne spojrzenie po czym nie zwracając na nią dłużej uwagi usiadł przy stole. Zaraz za nim do pomieszczenia wkroczył mężczyzna. Był bardzo wysoki i szczupły, miał schludnie uczesane czarne włosy i oczy w ciemnym odcieniu czerwieni. Uśmiechnął się do niej po czym przystąpił do usługiwania młodemu paniczowi podczas kolacji. Mariko czuła się bardzo dziwnie stojąc z boku i obserwując to wszystko. W momencie, gdy miała już otworzyć usta i spytać, czy nie może jakoś pomóc, kątem oka dostrzegła wychylającą się zza drzwi dziewczynę, która silnie gestykulując starała się zwrócić jej uwagę.
Brunetka rozejrzała się jeszcze po pokoju po czym dyskretnie przemknęła w stronę drzwi. Gdy przekroczyła próg i wyszła na korytarz okazało się, że prócz dziwnej dziewczyny stoi tam jeszcze blondwłosy chłopak i mężczyzna, który najprawdopodbniej pełnił rolę kucharza w tym domu.
– W końcu się obudziłaś – oznajmił radośnie blondynek uśmiechając się szeroko – martwiliśmy się, że jesteś poważnie chora i chcieliśmy się tobą zaopiekować ale Sebastian nam zakaza. Kazał tylko Meirin przebrać się w suche ubranie, bo twoje było kompletnie przemoczone.
Gdy wypowiedział te słowa Mariko odetchnęła z ulgą. Przynajmniej wiedziała, że żaden zboczeniec nie dobierał się do niej pod pretekstem przebrania biednej, wycieńczonej dziewczyny.
– A właściwie – zaczęła niepewnie brunetka – to co to za miejsce i kim wy jesteście ?
– My – pokojówka o imieniu Meirin zaczęła niepewnie – my ty pracujemy. I wygląda na to, że ty też będziesz. Przynajmniej tak powiedział Sebastian a on żadko kiedy się myli. Właściwie to kim jesteś ?
To pytanie zdziwiło dziewczynę, nagle bowiem uświadomiła sobie, że nie pamięta niczego, co miało miejsce przed przbudzeniem. Poczuła jak panika zaciska swoje dłonie na jej gardle.
– Ja – wyjąkała jedynie – ja nie wiem.
***
Mariko stała w kuchni przyglądając się niezwykle pięknemu serwisowi do herbaty, wykonanemu z najlepszej porcelany. Namalowane na filiżankach i czajniczku kwiaty wyglądały jakby miały za chwilę naprawdę rozkwitnąć i wypełnić pomieszczenie cudownym zapachem.
Coś wyrwało ją z zamyślenia, miała wrażenie, że ktoś wbija w nią wzrok. Poczuła jak ciarki przechodzą ją po plecach. Odwróciła się i dostrzegła siedzącego przy stole lokaja, który z dwuznacznym uśmiechem patrzył wprost na nią.
– Piękne, prawda ? – zapytał wstając i podchodząc do niej. Jego chód był niezwykle sprężysty i lekki. Poruszał się właściwie bezszelestnie. Położył dłoń na jej ramieniu, znajdował się niezwykle blisko. Tak blisko jak jeszcze żaden mężczyzna, w dodatku pochylił się, tak że jego wargi znajdowały się na wysokości jej ucha.
Mariko przygryzła wargi i drżącymi dłońmi odożyła jedną z cennych filiżanek na spodek. Rozległ się donośny brzęk.
– Ostrożnie – wyszeptał chwytając w swoją dłoń jej dłoń – jeszcze coś stłuczesz i będziesz musiała zapłacić. A obydwoje wiemy, że nie masz pieniędzy.
Dziewczyna zadrżała, on jednak puścił ją i odszedł w stronę zlewu. Jakby nigdy nic zaczął polerować szklankę.
– Zrób herbaty – rozkazał – Jestem pewien, że panicz z chęcią się napije. Znajdziesz ją w najwyższej szafce po prawej stronie.
Dziewczyna skrzywiła się ale ruszyła po herbatę. Zatrzymała się jednak w połowie drogi i spojrzała na lokaja :
– Nie sięgnę tam – zauważyła krzywiąc się – nie mogę spełnić twojej prośby.
On uśmiechnął się jedynie, zupełnie jakby czekał aż to powie.
– Może takim razie ci pomóc ? – zaproponował, przestając na chwilę polerować szklanki.
– Przydałoby się – odrzekła – A tak w ogóle, mógłbyś mi chociaż wyjaśnić gdzie jestem ? Albo kim jest ten rozpieszczony dzieciak, któremu usługiwałeś ?
Twarz lokaja nagle diametralnie zmieniła wyraz. Podszedł do niej przyciskając do ściany, a prawą ręką zagradzając drogę ucieczki. Spojrzał jej głębokow oczy, przez chwilę miała wrażenie, że jest w stanie zobaczyć jej duszę.
– Rozpieszczony powiadasz ? – wysyczał jej do ucha – I pewnie mu zazdrościsz. Pewnie chciałabyś żyć tak jak on, co ?
Mężczyzna chwycił jej podbródek, gdy chciała się odwrócić.
– Patrz na mnie, kiedy do ciebie mówię – krzyknął, trzymając ją mocno – Jeśli chcesz, mogę ci dać takie życie jak on wiedzie. Ale najpierw będziesz musiała znieść wszystko co on zniósł.
Mężczyzna zaczął jeździć palcem po jej szyji.
– Widzę po tobie, że byś tego nie zniosła. Nawet pięciu minut. Ale skoro chcesz …
Dziewczyna spojrzała na niego wielkimi, przerażonymi oczami.
– Przepraszam – wykrzyczała – przepraszam, przepraszam !
– Za późno, żeby przepraszać – demon uśmiechnął się – nikt nie nauczył cię trzymac języka za zębami ?
W tym momencie do kuchni wbiegła Meirin. Sebastian odskoczył od Mariko niczym oparzony.
– Sebastian-san, potrzebujemy twojej pomocy !
Powiedziała spoglądając błagalnym wzrokiem, ten odpowiedział jej uśmiechem i zapewnił, że zaraz przyjdzie im pomóc.
– Nie martw się – rzucił w stronę wystraszonej Mariko – jeszcze skończę co zacząłem. Nauczę cię, że zawsze należy się mocno zastanowić, zanim się coś powie.
lut 14th
No więc witajcie na rozpoczęciu pierwszego rozdziału na naszym wspólnym blogu ^ ^ ! Od razu mówię, że po tej stronie Lilian. Tak tak tako jakoś wyszło, że ja napiszę pierwszy rozdział, ale nie bójcie się ja już zaganiam tą naszą Porcelian aby się streściła z tym drugim rozdziałem.Nie mam jakoś weny do przedstawiania i tak dalej więc powiem w prost ja jestem jako Uesama a Porcelian jako Satoko ^ ^ Miłego czytania <=>- Piasek śmigał tak szybko jak ja śmigam po domu otwierając wszystkie okna kiedy to Satoko napadnie katastrofa po spożyciu orzeszków i wypicia mleka zwaną….BIEGUNKĄ O.O !. Ale mniejsza z jej biegunką mamy te…-Usłyszałam głośne odchrząknięcie z prawej strony mojego ucha gdzie na takim pustkowiu mogła znajdować się tylko Satoko.
- Możesz myśli na temat mojego ostatnio przeżytego horroru zachować dla siebie ? -.-”.-Nie wiem co ona ode mnie chce T^T! Ja po prostu głośno myślę! Serio! Myśląc o tym machałam rękoma i okazywałam różne gesty za pomocą twarzy.-Taaaaaaaaak.To rzeczywiście dziwny przypadek.-Spojrzała na mnie jak na idiotkę.Ja sobie tylko westchnęłam i wyrwałam jej mapę z ręki.-Ej!
- Oddawaj! Nie znasz się to oddawaj! Błądzimy już od…Właśnie od kiedy my już błądzimy O.O! ….CZY TU JEST JAKIŚ ZEGAREK?!-Cisza jedynie piasek, który wpadał mi w oczy mógł być podejrzanym jakiegokolwiek zajścia.
- I co ktoś ci odpowiedział ?-Ironizującym i specjalnie przesłodzonym głosem powiedziała do mnie moja towarzyszka.
- Odwal się =.=To nie moja siostra wyprowadziła nas w pole.
- No tak ty nie masz siostry.-Popatrzała na ten fakt.
- Jak to nie mam? Ja nie mam siostry? Ja ?! A Deidara to….A no tak Deidara to chłopak..-.- .-Ta spojrzała na mnie z wielką troską.-Ale i tak z niego pedał!To się nie liczy!-Szłyśmy tak rozmawiając o homo seksualności mojej siostry, gdy naglę moje szczęście na coś stanęło i ziemia zadrżała
- AAAAAAAA!-Satoko od razu zaczęła krzyczeć, rzucając mi się skromnie na szyję ( Dlaaczegoo mam dziwne podejrzenia, że zrobiła to specjalnie ) -.-”.-AAAAA!
- Satoko przestań krzyczeć w moje biedne ucho! ><” Co ono Ci zrobiło?No co, zgwałciło czy jak T.T .-Dalej przyklejając się do mnie zaczęła krzyczeć tylko trochę ciszej.No a z ziemi zaczęła wytaczać się jakaś dziura…No pięknie jeszcze…O niee!.-Shimatta!Ojcze mój to jeszcze za wcześnie, nie jestem przygotowana aby władać piekłem T.T-Teraz to ja przyczepiłam się do mojej towarzyszki tylko jak to ona stwierdziła.
- Ja rozumiem, że mogło być dla Ciebie dziwne i ogółem zaskakujące kiedy to się na Ciebie rzuciłam, ale to nie znaczy, że ty masz od razu brać mnie na ręce i obmacywać -.-” .-Spojrzałam na nią niewinną miną.
- A no tak…-Rzuciłam ja na ziemię i poszłam dalej zaciekawiać się tymi schodami, które prowadziły w dół.-Hmmm…
- Aua…T.T
- Dobrze, ale choć do mnie…-Miałam mały pomysł.
- Nie odzywam się do Ciebie T^T…Jak mogłaś mnie upuścić.-Baby tylko te ich foszki…Rozpaczała wcale nie rozumiem po co.
- Jak nie ja zrobił by to jakiś facet…O mamo tam jakiś przystojniak idzie!
- Gdzie *q* !-Wstała i pobiegła w stronę schodów…Taaak musiała to łyknąć.-Haaaa? O.O
- “Kokugen! Technika w śmiertelnym czasie!”-Z wrażenia Satoko usiadła na schodkach przyglądając ostrzą, które przed chwilą przedziurawiły by jej głowę.
- Czyli tak jak myślałam…Zastawiano pułapka.Klasyk.
- ” Czy mi się zdaje czy ona mnie właśnie wykorzystała O_o? “-Ehhhh…
- Taaaak…A po za tym brawo za szybkie myślenie.-Dalej się rozglądałam trzymając ręce w kieszeniach.
- Co ale jak ty ?!Przecież ja myślałam!-Ironio losu…
- Technika a raczej klątwa, ja bym to raczej nazwała jako da….
- Czy mogła byś se darować? Tego swojego monologu ?-Agrrr…Dlaczego nikt mnie nigdy nie słucha ? -.-
- Czytanie w myślach Ci coś mówi?-Zrobiła głupkowatą minę
- Ale jak?…A no taaaaaaaaak wspominałaś coś kiedyś.-Nie słuchałam dalej jej główkowania tylko poszłam w dół.-Uesama?Poszła sobie?Zostawiła mnie T.T?….-Powoli w tunelu robiło się co raz jaśniej, normalnie to bym panikowała, że mój ojciec o najokropniejszy chce mnie zesłać do nieba za jakąkolwiek wymyśloną karę bynajmniej po to aby się mnie po prostu pozbyć…Ale z tego co pamiętam niebo nie znajduje się w podziemiach.Szłam szłam słysząc już jak to Satoko zbliża się w moją stronę…A ja trafiłam na drzwi…
- Ue! Może byś z łaski swojej zaczekała raz w życiu na mnie c…? Aua cło cy pjebyło.-Zaczęła się pluć akurat kiedy to uciszyła ją swoją ręką.
- A ty mogła byś choć raz w życiu się uciszyć?-Zaczęłam powoli zbliżać rękę w stronę klamki.Złapałam ją i nerwowo nacisnęła pchnąć drzwi do przodu, które poleciały hen hen daleko ( Emm to znaczy normalnie się otworzyły, ale wiecie chcę dodawać emocji! ^ ^…..< świerszcze w tle>……Chyba mi jakoś nie wychodzi -.- ). Naszym oczom ukazał się wielki i piękny salon wysoki na parter i pierwsze piętro.Był po prostu ogromny pełno półek z książkami, połowa podłogi tam gdzie była część przeznaczona akurat na czytanie pokryta była ciemnymi panelami, a druga czymś szklanym i O_o? Japierdole przezroczyste O.O A na dole koniec wodospadu O.O.Jedna największa ściana była cała szklana pokazując piękny widok jakim były lasy i wulkaniczna góra, takie milutkie pustkowie. Łoł . To było na serio taki…
- TOBI! ZABIJĘ!-Przez salon przebiegło naglę dwóch chłopaków brunet a za nim…Moja siostra ( To czyli już nie dwóch chłopaków ) ze swoją kitką w dłoni O_o?-Dziwneeee…Nie rozumiem ich.-Tak się razem przyglądałyśmy kiedy w naszą stronę zaczął się zbliżać niczego sobie rudy mężczyzna z okolczykowanym chyba każdym minimetrem twarzy… ( Już go lubię ! ^o^ ).
- Witajcie.Jestem Pein lider organizacji, a wy to pewnie te dwie dziewczyny od Konan, które mają do nas dołączyć tak?-W tym samym momencie Satoko akurat zemdlała i to akurat jakoś się złożyło, że leciała w stronę lidera.Coś mi się zdaje, że po to aby ją złapał.No ale ten bądź co bądź po prostu sie odsunął pozwalając jej zetknąć się z zimną podłogą.
- Aua!-Spojrzał na nią jak to leży na ziemi.
- O_o Ona tak za..
- Tak tak i jeszcze raz tak.Ona tak zawsze.Witam Amedema Kyojuo.Krócej mówiąc Uesamaa to Satoko.-Podałam rękę.
- Miło poznać…
<=> No i to był by koniec pierwszego rozdziału.Czekamy na wasze opinie no i czekamy na was kolejnym razem < szczerzy się > ( nie wiem czemu ale zdaje mi się, że wydałam się niczym jedna z tych debilek z salony gry ) < uśmiecha się dalej > Żegnajcie! Nie zapomnijcie o nas! Niech nie puszczają jeszcze napisów końcowych…NIEEEEEEEEEEE!!!! Pa pa
2 Pan was nam zesłał
lis 30th
Zblizal sie koniec roku , cieplo ogarnelo cale miasto.Na lawkach coraz czesciej bylo widac zakochane pary. Lecz na jednej lawce czesto siedzial pewien chlopak.
Mial on na imie Marcin.Byl typem samotnika , odziwo ze jego wyglad tego nei sugerowal.Wysoki,piwne oczy , wyrzezbiona sylwetka , doslownie ideal kazdej dziewczyny.
Mimo to nie mial nikogo, a dlaczego?- byl typem zlego chlopca ktory bawi sie dziewczynami.Jezeli juz ktoras jego samotnicza nature potrafila zajac swoja osoba dlugo nie trwala ta znajomosc.
Pewnego razu gdy siedzial w parku jego wzrok przykula pewna dziewczyna.Tez siedziala sama,czyzby Marcin znalazl swoj typ?-pomyslal.Tego dnia siedzial i wpatrywal sie w nieznajoma dziewczyne.
Nazajutrz gdy siedzial w parku po szkole ,tej dziewczyny nie bylo.Zalowal ze nei zagadal do niej przedtem.Bo juz moze jej nie spotkac. A to byla pierwsza od dlugiego czasu ktora przykula jego uwage.
Cztery dni od pierwszego ujzenia nieznajomej Marcin szedl przez park do domu i zobaczyl ow dziewczyne i postanowil sie zapoznac.”Hej,moge siasc obok ciebie?-moja lawka jakas niewygodna”
ona zasmiala sie i kiwnela glowa by sie rozgoscil na nie duzej lawce srodku parku.”Marcin jestem a ty?”-Kaska odparla dziewczyna.I zaczela sie rozmowa, po dluzszej pogawedce Marcin zapytal o jej numer telefonu.
Dala mu numer z usmiechem na ustach i powiedziala by sie odezwal .Tydzien po tej rozmowie Marcin lezal w lozku ,i postanowil napisac. ” hej co tam u ciebie?To ja Marcin pamietasz?”
“tak pamietam,siedze w parku, nudze sie ” Marcin zdzwiony zapytal ” a co tam robisz o tej porze?” Kaska napisala mu ze ” marzne, mozesz przyjsc mnie ogrzac ” . Marcin odczytajac smsa juz mial spodnie na sobie
i zakladal bluze. ” juz ide”. Szedl szybko zdziwila go taka bezsposredniosc Kaski ale pomyslal ze lepiej siedziec nia tam niz samemu w domu.Idac parkowa alejka Marcin niecierpiliwe szukal po lawkach Kaski lecz nigdzie jej nie bylo. Nagle dostal smsa ” znajdz mnie a dostaniesz prezent” . Marcin usmiechnal sie i odrazu skierowal sie ku najwyzszemu puntkowi w parku,Gorce z ktorej bylo widac niebo na calej dlugosci.
Pokonujac ostatnie metry sciezki prowadzacej do szczytu tego malego wzniesienia w swietle ksiezyca zoabczyl postac.To byla Kaska.Stala tylem do niego i szukala go wzrokiem na dole .
Marcin skradajac sie podszedl od tylu do Kaski i szepnal “mam cie “. Ona poczula jego cieply oddech na szyji. Odwrocila sie i bez slowa pocalowala,onodwzajemnil pocalunek.W blasku ksiezyca objeci calowali sie namietnie.Marcin dlonmi krazyl po jej plecach schodzac powoli w dol. Kaska miala krotka spodniczke na sobie.Schodzac dlonmi w dol wlozyl dlonie pod spodniczke i poczul ze Kaska nie mam majtek.Scisnal jej posladki i docisnal jej cialo do siebie.Ona sciagnela mu bluze .Oboje polozyli sie na trawie.Kaska lezac na plecach Marcin na niej calowal ja po szyji .Zdjal jej bluzke i stanik i zaczal piescic piersi.Jej sutki byl nabrzmiale z podniecania.Marcin lizal jej sutki lekko podgryzajac. Ona lekko pojekujac szepnela “zejdz nizej”Marcin jezykiem robiac szlaczki na jej ciele schodzil powoli nizej.Kaska wyginajac swoje cialo w luk
poczula cieply jezyk ktory przez jej brzuch kierowal sie w dol.Marcin zsunal jej spodniczke , byla juz cala naga.Zaczal lizac jej cipke,Powoli krazac wsunal jej jezyk do srodka.Jeknela z rozkoszy.Marcin lizal
jej cipke namietnie wglebiajac sie z kazdym ruchem w jej cialo.Ona kierowala jego glowa trzymajac go za wlosy.Bylo jej cudownie.Zaczela sciagac mu koszulke.Lekko wbijajac mu zeby w klatke piersiowa jezykiem objechala sutek i szla nizej.Rozpiela mu rozporek a spodnie sciagnela do kolan.Zlapala jego penisa w reke , byl twardy i nabrzmialy , Lekko lizac od dolu kierowala sie ku gorze a potem wziela go w usta.Marcin poczul cieplo jej ust na swoim kutasie.Lapiac ja za glowe wsunal do ust Kaski. Ona trzymajac go w ustach piescila go jezykiem .reka masowala go po jadrach.Marcin myslal ze oszaleje z rozkoszy.Zlapal ja za glowe i docisnal jej glowe do swojego brzucha.Kaska krztuszac sie kontynuowala pieszczenie Marcina.Wyjela go z ust, lekko gryzac go w podbrzusze i polozyla sie na plecach.On rozchylajac jej nogi polozyl swojego kutasa
na jej cipke i zaczal ruszac biodrami przez co piescil jej lechtaczke.Kaska myslala ze oszaleje i wziela jego penisa i wlozyla sobie do cipki.Wygiela sie , uczucie penetracji bylo zdumiewajace.Marcin zaczal ruszac powoli biodrami.Z kazdym ruchem predkosc zaczelasie powiekszac a Kaski jeki zaczely stawac sie coraz glosniejsze.Marcin zaczal jebac ja z calych sil iderzajac jadrami o jej dupcie.Biorac jej nogi sobie na ramiona zmienil pozycje.Kaska w dlonmi wyrywala trawe i jeczala z rozkoszy.Marcin po chwili wyjal penisa z jej cieplej cipki a ona zmieniajac pozycje wypiela ku niemu swoj jedrny tyleczek. Marcin wlyzl go i pchnal z calej sily.Kaska wygiela sie jak dziki tygrys a Marcin ja pierdolil.Coraz mocniej i szybciej.Ona coraz glosniej jeczala.Gdy juz z rozkoszy uginaly jej sie rece Marcin wzial ja na siebie i wlozyl go gleboko.Ona zaczela go ujzezdzac.Coraz szybciej i mocniej ruszajac swoja dupka doprowadzajac ich do ekstazy.Marcin takze ruszal biodrami by zwiekszyc sile ich doznan.Zlapal ja za tylek i zaczal dociskac ja do siebie i rznal ja z calych sil.Ona jeczac szepnela” dochodze…” Ona przyspieszyl a ona krzyknela i wbila mu pazury w klatke piersiowa …jej cialo zatrzeslo sie i lekko wtulila mu sie w szyje on kontynuujac sam poczul ekstaze..i doszedl w niej.Ona wygiela sie do tylu , ich nagie ciala w swietle ksiezyca drzaly.Opadla na nim kladac mu glowe na ramieniu . Oboje biorac oddech lezeli tak w swietle gwiazd…
lis 7th
Ten zawod niesieza soba wiele “niespodzianek”, jezeli jestes osoba o slabej osobowoscito skonczysz w wariatkowie lub na cmentarzu (chociaz to drugie niekoniecznie musi miec zwiazek ze slabym charakterem, mozesz po prostutrafic na gnoja, ktory cie tam wysle) lub ewentualnie w rynsztoku, zacpana i zarazona jakims cholerstwem. W moim przypadku bylo wiele chwil , w ktorych nie wiele brakowalo mi do autodestrukcji. Zaczynajac jako mloda dziewczyna szybko wpadlam w wir tego popieprzonego swiata i spadalam coraz nizej i nizej. Gdy pewnego razu jacys mlodzi, kasiasci, wynajeli sobie mnie i dwie moje kolezanki do wspolnej zabawyna cala noc, robilismy wszystko i ze wszystkimi. Facetow bylo 4 a my 3,na poczatek zazyczyli sobie zrobienie lasek z ciaglymi zmianami ciagnacych ust, wiec sie wymienialysmy co kilka ruchow a nasi panowie zadowoleni popijali jakis trunek wyskokowy. Po wykonaniu pierwszego zadania nie pozwolili nam umyc twarzy umazanych w spermie tylko mialysmy sie calowac i piescic wzajemnie, wiec nasze jezyki zaczely ponowna prace. Panowie coraz wiecej pili i wydawali nam coraz to zmyslniejsze zadania, najbardziej ich podniecalo jak jedna drugiej zlizywala sperme z twarzy wypluwala na inna czesc ciala. Pojakims czasie naszym juz zdrowo podpitym “ogierom” przestalo wystarczac tylko patrzenie na nasze zabawy, nalali nam w szklaneczki troche alkocholu i wypilysmy razem z nimi. Zaraz po tym zaczeli na nas wchodzic, oczywiscie z ciaglymi zmianami bo przeciez ich bylo wiecj niz nas. Raz dmuchalismy sie we dwoje potem dolaczal trzeci i probowal wepchnac swojego k…. w moj tylek podczas gdy moja cipka byla mocno zajeta, podchodzili i wymieniali sie caly czas, jak nas nie bzykali to lali alkohol. Gdy nie mialam czasu na wypicie szklaneczki bo akuratdwoch kolegow mnie obracalo to trzeci przynosil nam szklo i pilismy nieprzerywajac nawet akcji. Dwoch ktorzy byli we mnie nawet nie wyciagneli swoich fujarek podczas picia a trzeci, ten ktory przyniosl alkohol zanurzyl swojego ptaka w mojej szklance i kazal z niego spijac soki. Picie i dymanie, to robilismy na poczatku naszego spotkania azprzyszedl czas na narkotyki. Panowie byli zaopatrzeni we wszystko, odtrawy poprzez koke az do viagry, to tak na wypadek gdyby ich instrumenty odmowily posluszenstwa. Zaczelismy nowy etap “zabawy”. Alkohol w polaczeniu z uzywkami pobudzil tych facetow dowymyslniejszych zabaw. Proby wpychania w nasze otwory butelek po wodce zaczely nam powoli przeszkadzac a proby przeszkodzenia w tym procederze konczyly sie zloscia i niezadowoleniem ze strony facetow, bo przeciez placa i wymagaja. Ale oni wiedzieli co robia, zaczeli lac wiecej alkocholu i posowac sie coraz dalej, uslyszalam odglos jakby ktos kogos klepnal w tylek (i to mocno), podnioslam glowe i zobaczylam moja kolezanke, ktora dostala strzal z otwartej reki ale nie w tylek tylko w twarz, nie zareagowala na to prawie wcale (alkohol i koka zadzialaly) w tej samej chwili ja rowniez otrzymalam cios w twarz, o dziwo nic mnie nie bolalo, napastnik zlapal mnie za szyje uniosl lekko do gory, usmiechnal sie i rzucil ponownie na lozko. Ich brutalnosc w polaczeniu z nasza ulegloscia i ogolnym odurzeniu roznymi uzywkami doprowadzila dojednej wielkiej orgii w ktorej chyba nie bylysmy wcale ofiarami tylko zabawkami, ktorymi mozna sie pobawic a potem wyrzucic a one nie powiedza ze cos jest nie tak. Nad ranem nasi panowie byli tak wyczerpani ze mieli nas dosyc i kazali wyp……(na szczescie zaplacili). Ubralysmy sie pospiesznie i opuscilysmy ich mieszkanie, poobijane z licznymi siniakami i niesamowicie bolacymi cipkami i tylkami oddalalysmy sie od tego miejsca, po drodze nawet nie rozmawialysmy z soba, rozstalysmy sie i kazda poszla w swoja strone.
Viki 20 października 2004
paź 28th
Musze wyrzucic to z siebie. Mysli same nie daja mi spokoju, ehh. Kurde czemu nie moze byc pieknie? Czy to takie trudne? Czy okazanie czulosci jest trudne? Nie jest! Jak ja zywie jakies uczucie, to nie moge wrecz powstrzymac sie przed wykrzyczeniem tego
Musze sie powstrzymywac i to robie jednak gdzies ta pozytywna energia musi uchodzic. Wg. mnie powod dla ktorego moja Znajda nie pokazuje swojego wnetrza jest prosty – nie czuje tego o czym moglaby mowic, wiec nic nie mowi.
Przed wyjazdem 4 dniowym bylo calkiem milo i ostatniego dnia dosc specyficznie, bo dzwonilismy do siebie z 4 razy, pozatym mielismy widziec sie na chwile, a wyszly 2h nawet z hakiem. Potem byl wyjazd, na ktory tak sie jej nie chcialo jechac i schlebialo mi to. Wytrzymalem dzielnie, pomimo ze u mnie nie wydarzylo sie nic “hucznego” czas zlecial. Pisalem do niej mile smsy w stylu – ze fajnie miec ja w zasiegu wzroku, ze wyslalem za nia smska na WOSP, ze cichy wielbiciel wita w polsce itp. Niestety odpowiedzi byly zwykle, wrecz pisane na predce bez tołku, az zacytuje bo mnie nie stac byloby wysylac jednego smsa do kogos na kim mi zalezy w takiej formie: “hej co tam nie moge odczytac twojego smsa mania rowerow i lyzw tutaj” (?!?). I co? Czy to sms osoby teskniacej, sympatii, czy przyjaciolki blizszej? Hmm, bez znakow interpunkcyjnych, ty z malej litery, bez buzki na koncu, jakies rowery w zime (o co kaman, czy to jest wazne?). Czy tak powinien wygladac sms ktorego wysyla sie raz na 24h? Ja doskonale rozumiem ze ma CALA MASE rozrywek i emocji, ale wolalbym juz chyba zwykle “szkoda ze Cie tu nie ma, CALUJE!” i zajeloby to jej 10 sek krocej. Ale coz sa ludzie i ludziska. A mi jest smutno.
I co wczoraj zadzwonila do mnie o 22 w nocy z lotniska. Rozmawialismy albo o duperelach typu ze czeka na walizke i liczy ile juz wyszlo, albo nt. tego co widziala, gdzie byla, ze spedzila czas z takimi i takimi ludzmi, ze super ze nie wracala rano, bo zupelnie nie chcialo sie jej wracac do polski (co powtarzala mi i dzien wczesniej i tego razu 2x). No ale z milych rzeczy to bylo o tym ze jutro wybiera sie na narty i moze sie spotkamy. W sumie to wszystko. I co dziwne ze moje mysli sa skierowane przeciwko niej? Kurde, dzwoni po calej dobie i co normalnie moglaby powiedziec? Hej – milo Cie slyszec, widzialam tyle rzeczy, spotkalam sie z tamtymi, ehh ale fajnie ze jestem juz w polsce, bo troche o nas myslalam i miloby bylo gdybysmy mogli pojsc jutro razem na narty. A jak u Ciebie minaly te dni? Zapytac o cos szczegolowego na dowod zainteresowania, podziekowac za mile smsy. Czy to takie trudne? Czy to wyszloby poza jej ramy i byloby sprzeczne z tym ze jestem dla niej tym kim jestem? Po prostu jedna zasada – mile slowa i do tego watki ktore sa nam wspolne, emocje i proste uczucia – jak chocby milo Cie slyszec. Ja juz nie wiem – moze przeczytalem za duzo ksiazek o psychologii i idealizuje wszystko, ale dla mnie to proste – jestem czy mnie nie ma – nie grzeje to jej ani nie ziebi.
Badz co badz jest wtorek zaraz dobije 19 i niestety nie uraczyla mnie zadnym smsem, sygnalem, telefonem. I tak ja do niej dzownie wiec za to nie placi, wiec tu jedynie chodzi o czas i chec. a bardziej o chec, bo pare minut w ciagu dnia to mozna wygospodarowac chocby na zrobienie siusiu. Czemu ja sie nie odezwalem skoro tak? Hmm – uwazam ze to ona mowila o nartach, pozatym to wiecznie zalatana istota, a ja nie chce burzyc jej dnia telefonem, a zawsze jak pytam czy moze rozmawiac to jest jakies “ale”, choc i tak rozmawia. Mialaby chec to zadzwonilaby. Pozatym po tym co bylo przed wyjazdem naprawde spodziewalem sie ze zateskni bardziej niz zwykle (czyli odrobinke) i przynajmniej jakby to zrobila osoba ktora odrobinke zatesknila – zechcialaby spotkac sie, albo choc zadzwonic i umowic na nastepny dzien – bo ma mi tyle do opowiedzenia. I mimo iz to egoistyczny pretekst to chyba wole taki pretekst do spotkania niz jego brak
A dzis juz dupa. Pewnie odezwie sie jak nigdy nic o ktorejs i co ja mam do cholery zrobic? Tolerowac to, czy olac, czy usmiechac sie do zlej gry, czy po prostu postawic wszystko na ostrzu norza???
Przykro mi jest ze mam dobre czyste i cieple intencje, a ktos tego nie docenia, o odwdzieczaniu nie wspomne. Naprawde to ciezki orzech do zgryzienia. Bo jedna falszywa, pochopna decyzja moze wszystko zburzyc, co bylo budowane 3 miesiace…
lip 20th
-Strawberry-sama! – przez uliczki Soul Society przebiegał piskliwy dziewczęcy głos, wkońcu dobiegła do celu, zatrzymała się przed dość niską blondyną która przy lekkich ruchach poruszała dzwonkami, które przytrzymywały dwa kosmyki jej krótkich włosów. Opuściła książkę z przed oczu i spojrzała na swoją porucznik, która najwidoczniej przebiegła dość sporą część Sieretei.
-Chu-chu-chan…co ty tu robisz? Myślałam że jeszcze śpisz? – spojrzała na nią swoimi głębokimi fiołkowymi oczami, oczekując odpowiedzi
-Jak tu spać! Jacyś Ryoka wdarli się do Soul Society!
-A ty jak zwykle swoje…panika i panika…widać że jesteś dziewicą… – zrzedła jej mina
-A ty niby nie… – pow. obrażonym tonem ChuChu
-Nie no…ja też jestem dziewicą, ale nie sieje paniki wokół mnie za jakieś byle gówno…- podparła biodra rękoma
-Co ja tu widze…truskaweczka z samego rana… – obydwie dziewczyny usłyszały znajomy głos i spojrzały w górę, jednak zareagowały inaczej…
Na parapecie szeroko otwartego okna siedział czerwonowłosy Shinigami, z dziarskim uśmieszkiem.
-Co ja tu widze…Abarai z samego rana…-mruknęła ze znudzoną miną
-Jeśli słyszę o dziewicach i gównie, to musisz być ty…
-No bardzo śmieszne…uważaj nie spadnij…-uśmiechnęła się zadziornie i przybrała chytrego wyrazu twarzy. Za plecami niedostrzegalnie ułożyła dłoń do demonicznego zaklęcia i wyszeptała:
-”demoniczne zaklęcie nr. 189, koordynacja”
wtedy Renji jakby stracił równowagę i zleciał jak długi…
-Ha! Mówiłam ci uważaj! – zaśmiała się. Wtedy Renji podniósł się, kucnął i zaczął ruszać palcem wskazującym tak, aby tworzyć koło, przed jej podbrzuszem.
-Nie podniecaj się tak, bo ci się cośtam poprzewraca i ci okres stanie… – wymamrotał, wtedy ona wzięła go za fraki i żuciła pare metrów dalej
-Nie zanieczyszczaj mojej przestrzeni osobistej, kretyńcu…
-ej, miałaś tak do mnie nie mówić! – krzyknął, podczas gdy próbował się podnieść
-Teraz nam nie przeszkadzaj w ważnej rozmowie…ej…a gdzie jest Chuchina…? – zaczęła się rozglądać
-Tutaj…-wyszeptała cicho cała zarumieniona, zza jej pleców
-Poruczniku Nakoumoru! – krzyknęła poważnym głosem
-Hai! – stanęła na baczność wypinając biust
-Zbierz i zawiadom nasze panie czternaste, że jesteśmy w stanie gotowości, czekajcie w siedzibie na dalsze rozkazy!
-Hai! – i tak jak wpadła tak i zniknęła
-No więc przechodząc do konkretów kapitanie Yamoshikuko…- oboje usłyszeli znajomy głos
-Kapitan Byakuya! – Renji stanął przed nim na baczność
-Wiesz o tym że nie staje się do kobiet plecami? – Kuchiki spojrzał na niego srogim wzrokiem, a on energicznie obrócił się w jej strone
-A wiesz że do kapitanów też? – stwierdziła Strawberry z chytrym uśmieszkiem…
-To ja już pójdę…-załamał ręcę i podszedł dołączyć do szóstych
-Dobra robota kapitan Yamoshikuko…Renjiego trzeba szkolić…
-*a tobie trzeba dziewczyny dobrej w łóżku, stary sztywniaku…* – stwierdziła w myślach
-Może pójdźmy już na obrady? Pewnie jak zwykle byś się spóźniła, dlatego tu przyszłem…
-Chyba możemy już iść..
***
Podczac obrad (a nie było nic nudniejszego dla Chikori) wierciła się na wszystkie strony, spoglądąła na innych kapitanów i naśladowała dla rozrywki ich głupawo-poważne miny.
-…Kapitan Yamoshikuko, co sądzisz o tej sytuacji?
-Cóż…to pierwsza taka sytuacja za mojej służby…może poprostu podwoilibyśmy poszukiwania i zjebali jak cygańskich muzykantów? – stwierdziła luzacko, a dziwne spojrzenia wszystkich kapitanów zostały na nią skierowane…
-Myslę że kapitan Yamoshikuko ma racje…lecz…ująłbym to inaczej…- uratował ją z opresji Hitsugaya, kapitan 10 oddziału
-Znakomicie…Chikori-sama, twój oddział, jak oddział tropiący pomoże drugiej drużynie…-stwierdził dowodzący
***
Po skończonych obradach, Strawberry-chan ruszyła prosto do siedziby czternastych…w głowie siedział jej rówieśnik, Hitsugaya Toushirou, zastanawiała się czy wzrost ma cokolwiek wspólnego z wielkością (wiecie czego xD)
Wybita z rozmyśleń została jedynie przez chwilę, kiedy to minęła się z rudowłosym Shinigami, którego nigdy wcześniej nie widziała…
Przemierzyli się przed ułamek sekundy wzrokiem, lecz Straw się zatrzymała, spojrzała za siebie…
-*dziwne…dostrzegłam w jego spojrzeniu coś dziwnego…jakby niepewność przykryta odwagą…ale…z jakiego jest oddziału?* – pomyślała i zareagowała jak pod wpływem impulsu
-Hej ty, Shinigami, z jakiego jesteś oddziału?- zawołała, a brązowooki odwrócił się spokojnie w jej stronę i odrazu wpatrzył się w głębie fiołkowych oczu.
-Jestem z dziesiątych… – odpowiedział spokojnie
-Nigdy wcześniej cię nie widziałam…-podeszła do niego, była mniej-więcej niższa od niego o dwie głowy. – Jesteś nowy w tym oddziale?
-Tak…od wczoraj – na jego słowa Strawberry wysunęła palce i nic nie mówiąc użyła pierwszego demonicznego zaklęcia.
-Ej, co ty do cholery robisz!? Kim ty wogóle jesteś?! – zaczął się wydzierać
-Jestem Yamoshikuko Chikori, kapitan 14 dywizji…
CDN
cze 14th
To się działo pewnej letniej nocy na urodzinach jej przyjaciółki. On też się tam pojawił… mimo że alkoholu było pod dostatkiem oby dwoje nie czuli się dobrze na tej zabawie, dopóki nie spotkali siebie, zaczęli rozmawiać i zbliżyli się do siebie.On zbliżył do niej swoje usta i poczuła jego oddech(doprawiony Calsbergiem) na swojej twarzy. Czuła się jak w niebie gdyż od prawie roku kochała się w nim potajemnie , ponieważ bała się że ją odrzuci z powodu zbyt dużej różnicy wiekowej . Ich usta się złączyły… a po chwili jego ręka zaczęła wariować po jej udzie…. ona w tym momencie spięła się lecz tylko na chwilkę, gdyż zaraz zaczęła intensywniej działać językiem i objęła go obiema rękoma … chłopak jedna rękę wsadził jej pod bluzkę druga zaś zaczął rozpinać guziki przy jej spodniach… lecz i ona nie pozostała dłużna zdjęła mu bluzkę i zaczęła smerac go ręką po kroczu gdy ten miał jeszcze na sobie spodnie. Reka jej ukochanego spoczęła na jej piersi i zaczęła ja miętosić wywołując tym samym na jej ciele rozkoszne dreszcze. Po chwili położył ja naga na łóżko i zaczął czule całować jej usta zsuwając się powoli po jej szyi do jej małych ,lecz jędrnych i uroczych piersi. Jedną zaczął otulać wargami i łaskotać sutek swoim językiem druga za czule smerał swoja ręką. Znów zaczął się zsówać lizać tym razem jej brzuch aż doszedł do jej dziewiczej tajemnicy (niezła nazwa nie). Zaczął powoli ruszać językiem aż dziewczyna zaczęła wydawać z siebie jęk rozkoszy, ona jedną ręką zaczęła ugniatać swoją pierś a druga głaskała go po policzku. Gdy już dziewczyna doszła przerwał podniósł się i powoli wsunął swojego penisa do jej pochwy, z czasem jego ruchy przyśpieszały motywowane pocałunkami i miłosnymi objęciami dziewczyny. Doszli równocześnie po czym on został w niej jeszcze przez kilka minut leząc na niej i całując ja nieprzerwanie.